Świat z perspektywy dziecka.

Mila: dziewczynka, mieszkanka Woli w Warszawie, w maju skończyła 3 lata. Nie chodzi do przedszkola, „bo nie”. Lubi zwierzęta, a najbardziej swojego pluszowego kota. Obsługuje iPada lepiej ode mnie, udaje że czyta, zadaje tysiące pytań, łapie każde nowo usłyszane słowo w locie i powtarza. Zawodowo ogląda Świnkę Pepę we wszystkich językach świata na YouTube oraz ma iPhona, bo rodzice nie wiedzieli co zrobić ze starym modelem, gdy nowy wszedł na rynek. Podczas pół roku spędzonego razem, do swoich sukcesów wychowawczych mogę zaliczyć: nauka liczenia do 15-stu oraz wykorzystanie tej umiejętności w praktyce, odstawienie butelki ze smokiem do bidonu z rurką, wprowadzenie w życie zwrotów grzecznościowych, nauka pisania kilku literek, znajomość kolorów oraz podstawowych figur geometrycznych, nauka krótkich wierszyków i piosenek oraz umiejętność ułożenia kilkunastu elementów puzzlów samodzielnie czy wspinanie się na placu zabaw na wysokości, na które niejeden chłopiec w podstawówce bałby się dotrzeć. Zawodowo wspólnie gotujemy, robimy sałatki owocowe na lunche, chodzimy na spacery w każdej pogodzie, robimy laurki dla całej rodziny, odciskamy stopy i ręce w farbach i robimy stempelki na kartce oraz cieszymy się swoim towarzystwem.

Olek: chłopiec, mieszkaniec Woli w Warszawie, brat Mili, lat 8. Uczęszcza do drugiej klasy prywatnej szkoły gdzieś na Bielanach. Ciekawy świata, inteligentny, jako jedyny oprócz sprzątaczki sprząta w domu i przeszkadza mu bałagan, do tego stopnia że wstydzi się zapraszać znajomych z klasy do domu. Spędzamy czasami wspólne wieczory, gdy rodzice chcą się wyrwać na miasto we dwójkę bądź gdy nie ma kto go odebrać ze szkoły. Chodzimy do kina, rozmawiamy na tematy od  elektrowni wodnych, po sprytne liczenie czy zapamiętanie tabliczki mnożenia i wspólnie piszemy wypracowania na 6.

Czego nauczyłam się od dzieci?

1. Dzieci nie kłamią. Nie oszukują. Nie mówią tego co wypada, działają, a dopiero potem pomyślą nad słowami, które już padły i czasami niekomfortowo wiszą w powietrzu. Są szczere w swoim zachowaniu i słowach. Gdy jedzenie smakuje to faktycznie jest dobre, a nie dlatego usłyszałaś te słowa, bo maluch chciał sprawić Ci przyjemność.

2. Im prostsza zabawa tym lepiej. iPhone czy iPad nudzi dziecko po około 30 minutach, za to kartka papieru i kredka/flamaster/brokat/farba/cokolwiek innego sprawiają że dziecko może bawić się bez końca. Jedynym problemem może być brak kreatywności opiekuna bądź brak czystych kartek w domu 😉 Najprostsze zabawy są najprzyjemniejsze dla obu stron, wymagają ciągłego rozwoju intelektualnego, którego nie da nawet Furby za 300 zł, który piszczy/gada/rusza się i leży w koszu z zabawkami, bo już się znudził. Ostatnio Mila miała ze mną pierwszy raz przejażdżkę tramwajem, była zachwycona. Jechałyśmy tak szybko, wszystko było interesujące, ciekawe, nowe. Powiedziała że chce jeździć tramwajem, nie latać samolotem, bo one nie są fajne, a tutaj tyle się dzieje… Od tamtego razu przy każdym spotkaniu jestem pytana kiedy pojedziemy gdzieś tramwajem. Najprostsze rzeczy mogą zachwycać…

3. Na najprostsze pytania najtrudniejsze są odpowiedzi. Dziecko ciekawe świata, zadaje tysiące pytań, na temat wszystkiego. „A po co jest kolejka w sklepie?, Dlaczego słońce świeci? A co to błyskawica? Dlaczego mam inaczej na nazwisko niż mama?” . Chłoną wiedzę jak gąbkę, są małymi naukowcami, którzy badają i poznają świat. Dla nich nie ma trudnych, niewygodnych pytań. Pytania są szczerze, bezpośrednie i zadawane wprost. Momentami łatwe do wytłumaczenia, innym razem gubię się sama w przekazie, bo trudno opowiedzieć np. o wyładowaniach elektrycznych 3-latce.

4. Uczą dostosowania odpowiedniego języka do osoby. Inaczej przekażemy komunikat 3-latkowi, inaczej 8-latkowi, a jeszcze inaczej wykształconemu 30-latkowi. Dostosowanie słownictwa do odpowiedniej osoby, to uniwersalna umiejętność, której nauczyłam się w pracy, a stosuję nie tylko poza nią.

5. Wyciągają z Ciebie wszystko co najlepsze, gdy tylko dasz im taką możliwość. Mila mobilizuje mnie, by co rusz zaskakiwać ją nową aktywnością, słownictwem, zadaniami do wykonania. Czasami zastanawiam się czy ona więcej uczy się ode mnie, czy ja od niej…

6. Dziecięcy uśmiech jest najpiękniejszy na świecie. To najpiękniejsza nagroda w pracy. Nie pieniądze za dzień spędzony z dzieckiem, które są niezłe… Tylko pytania, gdy spędzamy razem czas: „zostaniesz ze mną jeszcze?, kiedy przyjdziesz?”, skakanie wprost w ramiona, na dźwięk otwieranych drzwi czy uśmiech, który mówi więcej niż 1000 słów. Chce się wracać.

7. Uczą odpowiedzialności za drugą osobę i dobrej organizacji pracy. Trzeba odpowiednio zorganizować sobie dzień, by dziecko nie było głodne, móc w ciągu dnia zrobić coś więcej niż spacer na plac zabaw i po całym dniu z energicznym dzieckiem nie mieć ochoty wpaść do łóżka i pójść spać. Wyjście pierwszy raz na plac zabaw i cały bagaż „awaryjnych rzeczy, które mogłyby się przydać” bardzo mnie zdziwiło i jednocześnie przeraziło. Na początku trzeba przygotować przekąskę, zorganizować picie, wysiusiać dziecko przed wyjściem, spakować najpotrzebniejsze rzeczy do wózka, ubrać dziecko na cebulkę i tutaj zaczynają się schody… bo jeszcze pluszowy kotek chce iść na spacer, a potem jeszcze Myszka Miki, no i buty w innym kolorze, a nie te. Potem nałożenie na siebie kurtki i szybkie ubranie butów, bo dziecko się grzeje. W sumie około 20 minut, gdy mi do tej pory zajmowało 1.

8. Są małą wersją Ciebie, gdy już czegoś się od Ciebie nauczą. Uśmiecham się sama do siebie, gdy słyszę jak Mila powtarza po mnie raz w locie wypowiedziane słowo i już zapamiętała je i jest w stanie w odpowiednim kontekście go użyć. Również, gdy sama sobie powtarza wspinając się po najwyższych linach na placu zabaw „dam radę, K. zobacz!”, jakbym słyszała sama siebie. Najpiękniejsze w życiu są chwile, ale to już chyba kiedyś pisałam… Dzieci w procesie socjalizacji pierwotnej działają na zasadzie naśladownictwa, począwszy od mówienia, po nawet jedzenia pizza jak osoby, z którymi spędzają czas.

9. Dbaj o uczucia i uważaj na słowa. Dzieci szybko się przywiązują i pamiętają o każdej obietnicy. I tutaj jest problem… Niedługo zamierzam zrezygnować z opieki nad Milą i Olkiem i zacząć pracę w zawodzie. Wstępnie rozmawiałam o tym z dzieciakami i nie przyjęły tego dobrze. Trudno im było zrozumieć, że mogę już do nich nie przychodzić, przecież jestem ich nianią i tak powinno być już zawsze… Ciężko też czasami jest odpowiedzieć, że nie zostanę na noc i  nie będę z nimi spała. Mi to wypowiedzieć, bo jak one się przyzwyczaiłam, a im usłyszeć odmowę.

10. Dzieci są niesamowitymi obserwatorami. Kiedyś wchodzę do mieszkania i biegnąca Mila krzyczy: K., Tata ma galerę na brzuchu! -A co to znaczy? -No że jest gruby… No cóż, jak jej się to wkręciło to już osobny temat. 3-latka zaczęła z czasem wmawiać sobie że też jest gruba, bo ma wystający brzuszek. ( W rzeczywistości to wysoka, jak na swój wiek, drobna mała blondyneczka. Do otyłości jej brakuje z 10kg.)

11. Nie ma znaczenia co masz na sobie, jaki masz telefon i samochód. Opiekuję się dziećmi z zamożnej rodziny i dzieciaki mają gadżety, takie jak iPady, iPhony, ciuszki od światowych projektantów i gotuję się jak słyszę „nie ubrudź!”. Fakt jest taki, że dziecko brudne, to dziecko szczęśliwe. A dzieciaki nie mają pojęcia ile kosztowała bluzeczka od D&G czy iPhone, który może leżeć sobie wciśnięty w kanapę i nie znają wartości danego przedmiotu. Równie dobrze mogłyby mieć bluzkę z Tesco z tego samego materiału z podobnym kwiatkiem, ale wtedy już nie pokaże się rodzic przed innymi rodzicami w piaskownicy, że go stać. Nie lubię tego i nie rozumiem, po co i dla kogo kupuje się dzieciom Airmaxy za kilkaset złotych, ciuchy od projektantów do piaskownicy  czy iPhona jako nową zabawkę. Dziecko po pierwsze założy taką rzecz kilka razy, bo potem wyrośnie, a po drugie nie doceni wartości. Kupowanie takich drogich przedmiotów ma miejsce chyba jedynie do własnego ego rodziców. Ja się nie przejmuję i gdy ubrudzi bluzkę farbą, zmieniam na kolejną. Bez paniki i żalu „czemu nie uważałaś!?”. Głupota rodziców, nie moja ani dziecka. Dziecko docenia nie to co posiadasz, a to ile czasu jesteś mu w stanie poświęcić. Nie chcemy chyba żeby nasze dzieci miały jako jedyne wspomnienie z dzieciństwa grę na komputerze,a coraz częściej widzę jak wciska się dziecku coś elektronicznego, by tylko go czymś zająć i mieć z głowy.

Jestem wspaniałą nianią, będę jeszcze lepszą mamą. 

Każdy z nas kiedyś był podobnym dzieckiem, lecz zatraciliśmy w sobie tą radość, instynktowne działanie, obawiamy się zadawać najprostsze pytania i cieszyć z drobnostek. Skupiamy się w głównej mierze na tym co nie jest ważne, w gonitwie za czymś, co okaże się (gdy dopiero dotrzemy tam) że to wcale nie było istotne, a pewne sprawy, chwile uciekły bezpowrotnie. Uwolnimy w sobie dziecko, uczmy się od nich, zacznijmy doceniać to co mamy. Może dlatego tak wiele dzieci jest szczęśliwych bez względu na to ile rodzice mają na koncie, bo skupiają się na ludziach, nie rzeczach. Za niczym nie biegną, żyją tu i teraz. To my, dorośli sami utrudniamy sobie życie na tysiące sposobów-brakiem organizacji, złą piramidą wartości, traceniem czasu na niewartościowych ludzi i sprawy, które nie przyniosą nam żadnych korzyści, ograniczaniem się i zamykaniem w marce firmy ubrań, samochodu, kremu do twarzy i konta w banku- za mało skupiając na tym co już mamy i kim jesteśmy oraz co moglibyśmy zrobić, by stać się jeszcze lepszymi. Dla samych siebie. 

K.

Advertisements

3 uwagi do wpisu “Świat z perspektywy dziecka.

  1. 3 – letnie dziecko to chyba najłatwiejszy okres jeżeli chodzi o organizowanie dziecku zabawy. Wszystko co dla nas powszednie jest dla nich świeże nowe, nieznane. To wspaniały moment przejścia ze stanu ryby (bez głosu) w papugę (w końcu powiem im o co mi chodzi). Bycie nianią pozwala na takie obserwacje, bo zwykle niania nie ma na głowie tysiąca innych spraw, które często wypełniają głowę rodzica. Też kiedyś zajmowałam się dziećmi jako wolontariusz. Te były czasem z trudnych domów. Miałam zastępować im starsze rodzeństwo. Wtedy rzeczywiście miałam czas na spisywanie takich obserwacji (w końcu co licealista ma poważnego do roboty);)

    Lubię to

    1. Heh, jestem niania w dość zamożnej rodzinie i moim zadaniem jest kreatywnie spędzić z dzieckiem czas. Często mama jest w domu, więc staram się traktować swoje zadanie jako pracę i dawać z siebie jak najwięcej. Są opiekunki, których praca kończy się na włączeniu TV czy iPada z bajką. Mam świadomość, że nie mam na swoich barkach 1001 zadań do wykonania oprócz pobawienia się przez 6-8 h z dzieckiem, jednakże najwidoczniej po to zostałam zatrudniona (żeby zrobić z dzieckiem coś, na co mama nie ma czasu bądź ochoty). Porównałabym to do lepszej wersji przedszkola (wychodzimy na dwór, gotujemy, jemy, uczymy się, bawimy. Mama ma pewność że mała jest pod dobrą opieką i w pełni poświęcam jej swój czas oraz omijamy setki chorób, jedynym minusem mógłby być brak rówieśników, ale z tym nic nie zrobię. Sama w przyszłości chętnie zatrudniłabym kreatywną osobę do pracowania z moim dzieckiem. Jest to dla mnie ciekawe doświadczenie i uważam że przyda mi się na przyszłość, do wychowania również swoich dzieci. Tymczasem zajmuję się z sukcesami wychowawczymi małą na pół etatu, co pozwala mi ujrzeć błędy rodziców, jak i czasami własne. I liceum już skończyłam 😉

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s