Jedna czy dwie kreski?

Iga po długoletnim związku rozstała się z Piotrkiem. Wtedy pierwszy raz ujrzała w oczach swojego byłego partnera łzy. On prosił by do siebie wrócili, odmówiła. Spędziła z nim kilka ostatnich lat swojego życia. Nie zawsze rzygali tęczą, ale układało się. Spotkali się pierwszy raz, gdy byli nastolatkami i tak trwało to kilka lat… Byli ze sobą trochę z miłości i trochę z przywiązania. Nic szczególnego się nie stało, po prostu z czasem Iga zauważyła, że chce czegoś więcej. Więcej niż randki na osiedlowej ławce, spaniu razem, gdy w pokoju obok jest jego matka i dzielenia wszystkiego równo na pół.

Po kilku miesiącach Iga poznała Krzyśka. Przez przypadek, choć te spotkanie odmieniło jej życie na zawsze. Imponował jej. Miał cechy, do których jeszcze nie dorósł jej były chłopak, Piotrek. Był silny, wysportowany, błyskotliwy i pracował dla Wojska Polskiego. Nie przeszkadzało jej, że jest o 14 lat starszy. Po kilku spotkaniach wiedziała, że jest bardzo odpowiedzialny i czuła się przy nim bezpiecznie, pewnie. Tak, jak chce czuć się każda kobieta idąca spać przy boku jeszcze obcego mężczyzny. Nie musi wiedzieć, mieć pewności. Chce czuć, że on nie ucieknie rano bez śniadania i nie będzie zapisana w jego telefonie, jako jedna z wielu. Nie była i nigdy się na nim nie zawiodła. Również wtedy, gdy po trzech miesiącach znajomości nie dostała miesiączki. Zrobiła test- wynik ujemny. Poszła na drinki z koleżankami do klubu go-go, choć tego wieczoru ostatecznie zrezygnowała z alkoholu. Następnego dnia zrobiła jeszcze dwa testy, wciąż jedna kreska. Chciała mieć pewność, a raczej jej matka i poszły razem na badania krwi. Ciąża. Nie wiedziała czy cieszyć się czy płakać. Od tego dnia wiedziała, że jest mamą. Chciała, by jej dziecko miało ojca, który dał z siebie więcej niż spermę na poczęcie. Gdy powiedziała Krzyśkowi, że jest w ciąży on ani chwili nie czuł strachu. Odczuwał największą radość w swoim życiu i od pierwszych tygodni był najbardziej dumnym tatą w całej stolicy.

Zadecydowali, że zamieszkają razem. Poznawali się każdego dnia i z każdym miesiącem byli sobie bliżsi. Dziecko zbliżyło ich do siebie, połączyło. Nie obiecywali sobie niczego, chcieli być razem i wychować maleństwo, które za kilka miesięcy miało przyjść na świat. Iga znosiła ciążę podręcznikowo. Tydzień po tygodniu zmieniał się jej organizm, dziecko rozwijało się, a ona ona czuła się dobrze. Przede wszystkim psychicznie, dzięki partnerowi.

Pewnego dnia poszła na badania. Chciała sprawdzić, czy dziecko urodzi się zdrowe. Lekarz nie dał jej gwarancji, dziecko było chore. Ginekolog przedstawił jej kilka dodatkowych badań, po czym dodał, że żadne nie daje gwarancji. To ona musi wiedzieć, czy chce urodzić to dziecko.

W głowie 23-letniej Igi zaczęło się pojawiać tysiące pytań.

Czy moje dziecko będzie zdrowe? Czy lekarz się pomylił? Czy dziecko jest bezpieczne tylko w moim ciele, a poza nim może nie przeżyć? Czy chcę poświęcić swoje całe dotychczasowe życie na ratowanie dziecka, które może umrzeć? Czy chcę płakać razem ze swoim dzieckiem, mówić mu żeby walczyło, że musi boleć, że kolejna operacja przed nim i że tak trzeba? Czy jak teraz usunę to będzie mi łatwiej się z nim pożegnać, niż gdyby umierało powoli każdego dnia w moich ramionach? Czy chcę zamienić swoje wyobrażenie o posiadaniu dziecka i przenieść jego obraz z piaskownicy do szpitalnego łóżka? Czy chcę być mamą, która urodziła dziecko, bo chciała je mieć za wszelką cenę?

Nie chciała być jedną z matek, które zdecydowały się na posiadanie chorego dziecka. Nie chciała spędzać lat przy szpitalnych łóżkach, być na pogrzebie własnego dziecka i udawać, że jest silna. Nie chciała również wydawać wszystkich rodzinnych oszczędności na leczenie dziecka, prosić o pomoc innych i każdego dnia walczyć o życie. Chciała być mamą, ale nie za wszelką cenę. Nie za cenę życia jej i jej bliskich, za cierpienie dziecka i pojawienie się kiedyś pytania: po co mnie urodziłaś?

Żadne dziecko nie chce życia spędzić na leczeniu, jeżdżeniu do lekarzy i ciągłego naprawiania swojego ciała. Nie chce widzieć rodziców, którzy zdobywają na wszelkie możliwe sposoby pieniądze na innowacyjne leczenie, które nie pomaga. Też chce, jak oni,  żeby już nie bolało i żeby pewnego dnia nie trzeba było jechać do szpitala. Chce być normalny dla rodziny, rówieśników i siebie. A nie jest, bo wszyscy obchodzą się z nim jak z jajkiem, a największe grono znajomych ma pośród personelu medycznego. Nie ma kolegów czy koleżanek, bo nigdy nie zdążył się z nimi zapoznać. Widzi czasami inne dzieci na placu zabaw, ale sam nie może się bawić. Ogląda świat przez szybę, w którym chciałby żyć, ale warstwa szkła separuje go, jak choroba, która nawraca jak echo . Zamiast w bieganiu po podwórku specjalizuje się w dawkowaniu i nazewnictwu leków, które już próbował i na jego ciało jakoś nie działają. Poza tym już nie pamięta, kiedy rodzice ostatni raz rozmawiali o czymś innym niż o leczeniu, badaniach i jego stanu zdrowia. Nie może przypomnieć sobie uśmiechu matki oraz wypoczętego ojca, który nie musiałby tyle pracować, gdyby te drogie leczenie. Żadne dziecko nie chce być utrzymane przy życiu na siłę. To nawet nie jest życie.

I jak należałoby odpowiedzieć dziecku na pytanie: i po co mnie urodziłaś?

Iga nie chciała odpowiadać na takie pytanie, które mogło zadać jej dziecko. Musiałaby odpowiedzieć: bo za wszelką cenę, chciałam Cię mieć.

K.

grafika: technowinki.onet.pl

Reklamy

7 uwag do wpisu “Jedna czy dwie kreski?

  1. Nie powinnaś pisać o tym jak sie czują niepełnosprawne dzieci nie będąc osobą niepełnosprawną, co ty mozesz o tym wiedzieć tak naprawdę. Niewazne ile czasu z nimi spędzisz, nigdy nie bedziesz znała ich uczuć, emocji, przeżyc, relacji z niepełnosprawnością tak samo jak osoba która sama to przeżyła. Zostaw ten temat niepełnosprawnym, oni naprawdę potrafią sami o otym pisać, musisz ich tylko słuchać

    Polubienie

      1. Sama nie jestem niepełnosprawna fizycznie, a psychicznie (jestem osobą autystyczną, mam też adhd i trudności w uczeniu sie np dyskalkulię) i mogę cię zapewnic, że jakkolwiek sprawiło mi to w zyciu wiele problemów, jestem osobą taką jak inni, mam nie tylko cierpienia, ale także osobowość, pasje i marzenia. Moje życie, jak i zycie chorych dzieci, nie jest wypełnione wiecznym bólem i depresją, a moja mama nie była samolubna przez to że mnie urodziła.

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s