Historie, które odmienią Twoje życie.

Pojawiają się w naszym życiu osoby, których spotkania z nimi nigdy nie zapomnimy. Są również wydarzenia, które na zawsze odmieniły nasze życie oraz usłyszane historie, które pozwoliły nam się zatrzymać choć na chwilę w codziennym życiu. Każda z nich pozwala spojrzeć na pewne kwestie z innej perspektywy. Niektóre z nich mogą być przestrogą, inne motywacją do działania.

Milioner bez e-mail’a

W Stanach mieszkał James. Mieszkał, to za dużo powiedziane. Bez pracy, bez zasiłku, w wieku, w którym teoretycznie pozwoliłby mu na radosne życie emeryta na Florydzie, poszukiwał pracy. Niestety od lat nie miał pracy, a najczęściej odwiedzanym miejscem w mieście był miejscowy urząd pracy.

Doświadczony życiem staruszek nie zniechęcał się, pracował już w wielu miejscach na wielu stanowiskach. Nie miał dużych wymagań, a z panią Eva w urzędzie był już na „ty”. Pewnego dnia urzędniczka przedstawiła mu ofertę pracy, podała mu formularze do wypełnienia. Mimo, że była to oferta pracy, która opierała się na sprzątaniu toalet nie zniechęcił się.

W jego wieku, z doświadczeniem życiowym, które nie pomieściłoby żadne cv nie bał się żadnej pracy. James wychodził z założenia, że każda praca jest użyteczna społeczeństwu, więc jest potrzebny zarówno rolnik, młyniarz, piekarz i sprzedawca by można było sprzedać najzwyklejszy chleb. On chciał przydać się społeczeństwu sprzątając miejskie toalety.

Z jego rozmyślań wyrwała go Eva pytając: wszystko wypełnione? Pokaż James, sprawdzę, wiesz jak to w naszych urzędach. Papiery, papiery…

James podał formularz urzędniczce. Wiedział, że jej wzrok natychmiast wyłapie niewypełnioną jedną lukę. Nie posiadał adresu e-mail, nie otrzymał więc pracy.

Pewnego dnia znowu idąc wolnym krokiem do urzędu pracy James zauważył, iż w jego dzielnicy jabłka sprzedawane są po 1$. Dzielnicę bliżej centrum już za 3$, a tuż pod wielkimi korporacjami stoją eko budki z owocami po 5$. Kupił jednego dnia jabłko ze swojej dzielnicy i jedno eko. Nie mylił się, te droższe wcale nie było smaczniejsze. Dużo mocniej się błyszczało, jakby ktoś co rusz przecierał je ścierką oraz bardziej przypominało w smaku plastik niż owoc. Pewnego dnia postanowił zakupić za swoje ostatnie pieniądze z zasiłku 10 sztuk jabłek sprzedawanych po 1$. Przeszedł kilka dzielnic powolnym krokiem aż dotarł do ścisłego centrum. Tam przysiadł, położył kosz z owocami przed sobą wraz z tabliczką 2$. Nie musiał długo czekać, by jedna pań z korporacji litując się nad staruszkiem kupiła od niego jabłko. Kobieta zauważyła że zapłaciła dużo mniej i owoc był smaczniejszy od tego zakupionego w eko budce, więc wychodząc z pracy chciała zakupić jeszcze kilka sztuk dla swoich pociech, lecz staruszka już nie było. Przyszedł następnego dnia, a ona w porze lunchu kupiła po tej samej cenie tak samo dobre jabłka. Dostrzegła, że ma ich dużo więcej niż wczoraj. James sprzedawał bowiem jabłka o dużo lepszej jakości w bardzo niskiej cenie, a to przyciągało kupców.

Pierwszego dnia sprzedał 10 sztuk jabłek w godzinę. Następnego dnia 20 sztuk w tym samym czasie. Po pewnym czasie nie przychodził już sprzedawać jabłek. Nie potrzebował już szukać pracy, z Evą owszem spotykał się, ale już na innych warunkach. Po kilku latach założył firmę zajmującą się dystrybucją jabłek. Nie nosił już koszyka z jabłkami, rozwoził je ciężarówkami po całym kraju.

Pewnego dnia zakład odwiedziła wycieczka szkolna w ramach projektu biologicznego. Jedna dziewczynka zapytała: jak Pan doszedł do tego wszystkiego? James uśmiechnął się pod nosem i odpowiedział „Nie miałem e-maila. Gdybym miał, pewnie wciąż szorowałbym toalety.”

Dzisiaj James jest jednym z największych przedsiębiorców w USA.

Dialekty miłości

Ania z Tomkiem byli małżeństwem od 10 lat. Przeżyli etap „rzygania tęczą”, unoszącego się pyłku w powietrzu i różowych okularów. Byli wykształconymi ludźmi, których stać było na zakup wymarzonego niegdyś domu z ogródkiem. Nie wiedzieli kiedy przestali rozmawiać ze sobą o czymś więcej niż o dzieciach, rachunkach i innych obowiązkach. Nie pamiętali kiedy ostatni raz dotykali siebie z czułością i czekali z niecierpliwością na sms’a. Ona nieustannie prosiła go o to, żeby naprawił skrzypiącą furtkę do ogrodu, a on prosił o masaże i smyranie po plecach tuż przed snem. Ona denerwowała się, że on mógłby tylko cały dzień leżeć, a on z powodu że Ania nieustannie chciałaby by czymś się zajmował. Jak nie zlewem to furtką. Mieszkali razem, ale oprócz powrotów pod jeden adres każdego dnia coraz mniej ich łączyło. Po latach małżeństwa byli ze sobą ze względu na dzieci, kredyt i resztkę dobrych wspomnień.  Do czasu kiedy Tomasz przyszedł do niej i powiedział, że spotyka się z inną kobietą i chce rozwodu.

Ania wyszła z sypialni bez słowa. Nie rozmawiała z Tomkiem przez cały następny dzień. Czuła się porzucona oraz niechciana, ale wciąż go kochała. Zaproponowała, aby spróbowali jeszcze raz. Zgodziła się na to, żeby w tym czasie spotykał się ze swoją kochanką. Chciała tylko dać im szansę. Sobie, jemu, ich związkowi i dzieciom na normalną rodzinę. Zaproponowała, żeby spędzali czas tak jak w pierwszych dniach tuż po ślubie. Chciała, aby przez okrągły miesiąc codziennie przenosił ją przez próg, żeby jedli całą rodziną śniadania, kolację oraz żeby rozmawiali godzinę dziennie. Nie chciała z nim sypiać, on miał spać na kanapie w salonie lub u kochanki. Po miesiącu takiego życia zadeklarowała, iż da mu rozwód.

Tomasz nie widział racjonalnego działania swojej żony, sensu całego udawania przez miesiąc czegoś, czego nie ma, jednakże zgodził się. Jego kochanka również, uszczęśliwiona że po miesiącu jej nowy mężczyzna dostanie rozwód od żony. Tomasz z Anią postanowili nie mówić o rozstaniu rodziców dzieciom. Postanowili, że spróbują żyć tak jak kilka dni po ślubie przez 31 dni.

Pierwszego poranka Tomasz zapukał do ich dawnej wspólnej sypialni, żeby wziąć krawat z szafy. Po założeniu go, Ania poprosiła żeby wziął ją na ręce i przeniósł do kuchni. Tomasz chcąc dotrzymać słowa zrobił to czego pragnęła. Dzieci jadły już śniadanie, kiedy przed ich oczami ukazał się tata niosący mamę na rękach. Uradowani zaczęli klaskać, śmiać się i mruczeć głośno „tym, tym, tydym…”. Speszeni Ania i Tomasz zmienili natychmiast tor rozmowy swoich pociech i zjedli w milczeniu śniadanie. Na pożegnanie Ania zrobiła Tomkowi lunch, pocałowała go w policzek i powiedziała „kolacja o 19”. Tomasz po pracy spędził czas ze swoją kochanką na spacerach, po czym wrócił do domu na umówioną porę. Na kolację była jego ulubiona lasagne ze szpinakiem. Żona była ubrana w śliczną białą sukienkę, a dzieci chętnie posprzątały po kolacji. Tomasz z Anią mieli umówioną godzinę dla siebie. Przez pierwsze minuty w salonie było słuchać tylko odgłos bawiących się dzieci zza ściany, jednakże po kilku minutach ciszy zaczęli rozmawiać. Nie zauważyli kiedy skończyła się butelka ich ulubionego wina i godzina umówionej rozmowy. Tomasz podziękował za kolację Ani, pocałował ją w policzek i wrócił na noc do kochanki.

Mężczyzna wracał co poranek by przenieść Anię z sypialni do kuchni, zjeść razem śniadanie i wrócić na kolację. W weekendy czasami udawało im się wyjść gdzieś we czwórkę bądź sami na miasto. Już nie mieli problemów, żeby nawiązać kontakt. Sam pewnego razu po kolacji zaoferował się, że naprawi skrzypiącą furtkę, za co Ania była mu bardzo wdzięczna. Po kilkunastu dniach i wieczorach spędzonych razem potrafili naturalnie prowadzić dialog, uśmiechać się do siebie oraz słuchać swoich potrzeb.  Ona potrzebowała miłości wyrażanej w czynach, on w słowach i dotyku. Wciąż się kochali, jednakże mówili w odmiennych dialektach miłości. Zauważyli to dzięki temu miesiącowi. On dostrzegł jak brakuje mu jego Ani, jej ciała, uśmiechu, głosu i czasu spędzonego razem. Ona jak wiele potrafi dla niej jeszcze zrobić. Jeszcze miesiąc temu myślała, że jej nie kocha, a on po prostu wyrażał swą miłość w inny sposób.

W ostatni dzień miesiąca po wspólnie zjedzonej kolacji zapadła cisza. Ania miała w szufladzie przygotowaną deklarację rozwodu bez orzeczenia o winie, a on nie wiedział czy bardziej chce nieść ją jeszcze raz na swoich rękach czy siedzieć naprzeciwko niej i czekać na jej pierwsze słowa. To był wspaniały miesiąc. Spędzili ze sobą czas, tak jak nie zdarzyło im się to przez ostatni rok. Byli sobie bliżsi, nauczyli się siebie słuchać, rozmawiać i otworzyli się na drugą osobę. Przypomnieli sobie, że lepiej brzmi „my” niż „ja”.

Ania wstała od stołu i biurka wyjęła pismo rozwodowe, on spojrzał na nie bez słowa i wyszedł. Tej nocy nie wrócił do kochanki, rozstał się z nią już w połowie ostatniego trzeciego tygodnia. Nie uważał, że była błędem w jego życiu, wręcz przeciwnie. Dzięki niej miał możliwość ponownie pokochać Anię.

Tej nocy myślał tylko o jej małych zmarszczkach na czole, których wcześniej nie zauważał. Dostrzegł też jej piękny uśmiech, w którym kiedyś się zakochał. Przez ostatni miesiąc niczego nie oczekiwał, nauczył się dawać – swój czas i zaangażowanie. Zauważył, że bardzo schudła, była taka leciutka, gdy w ostatnich dniach nosił ją w swoich ramionach. Ten mały zwyczaj, do którego na początku podszedł niechętnie, stał się po tygodniu, dwóch jego ulubioną czynnością. Chciał ją nosić na rękach jak w dniu ślubu, chciał widzieć ją piękną, zakochaną i dojrzałą. Dawno tak na nią nie patrzył. Pamiętał tylko pretensje o niewykonane obowiązki domowe, marudzącą żonę i brak przestrzeni dla siebie. Przez ostatnie tygodnie brakowało mu jego rodziny, a nie czasu dla siebie. Nauczył się doceniać grę w piłkę z dziećmi, wspólne gotowanie, rozmowy. Po godzinach spędzonych z nimi nie chciał zostawać sam, nie chciał stracić domowego ogniska, ciepła i rodziny, którą sam niegdyś stworzył. Napisał smsa do byłej kochanki „Dziękuję że byłaś. Dzięki Tobie zrozumiałem co jest w życiu ważne. Nie chcę jej stracić. Jesteś cudowną kobietą, życzę Ci szczęścia. T.” i zadzwonił do Ani.

Nie odbierała telefonu, więc udał się samochodem pod ich dom. Z oddali zauważył już czerwono-niebieskie migające światła pogotowania ratunkowego. To Ania potrzebowała pomocy.

Kilka dni później.

Tomasz wrócił do domu, jednakże nie było już w nim Ani. Odeszła. Spędziła ostatni miesiąc swojego życia starając się odbudować swoje małżeństwo, spędzając cudowny czas z dziećmi i mężem. Nie podzieliła się z nikim diagnozą, która dla niej jednoznaczna była ze śmiercią. Nie chciała przedłużać sobie życia o kilka miesięcy leżąc w szpitalu pod chemią i kroplówkami. Chciała żyć w szczęściu i rodzinnym ciele w gronie najbliższych. Tak jak kilka dni po ślubie i przez ostatnie 31 dni. Była szczęśliwa do końca.

Priorytety

Na wyspie Fuerteventura mieszkał mężczyzna. Miał 27 lat, trójkę dzieci, żonę i dach nad głową. Jego życie na wyspie toczyło się zgodnie z rytmem natury. Wstawał wraz ze wschodem słońca, w dzień łowił ryby, zajmował się codziennymi obowiązkami, a wraz z zachodem słońca kładł się spać. Żył powoli, bez pośpiechu. Na wyspie mieszkało kilkanaście rodzin, rzadko przybywali turyści. Wiódł spokojne, jednostajne życie bez dobrobytu, który nazywa się szklanym ekranem telewizora czy telefonu komórkowego oraz stałego łącza.

Pewnego dnia na wyspie pojawił się turysta. Europejczyk obserwował życie tubylców, co rusz dokumentując je na swojej nowej lustrzance. Trochę zazdrościł im spokoju, braku pośpiechu i ciągłej gonitwy nie wiadomo za czym, jednakże nie potrafiłby zrezygnować z luksusów europejskiego życia. Po kilku dniach podszedł do tubylca i powiedział: codziennie wypływasz nad morze i łowisz ryby. A gdybyś tak łowił ich więcej niż tylko dla własnej rodziny i sprzedawał je?

Mężczyzna zapytał: ale po co?

Turysta nie poddawał się, chciał go przekonać do swojej opinii i sposobu na życie. Kontynuował: ze sprzedaży ryb miałbyś pieniądze. Tu są naprawdę wyjątkowe w smaku ryby. Z tych pieniędzy mógłbyś zakupić kuter, łowić więcej ryb i sprzedawać je nawet na całym świecie.

Mężczyzna powtórzył pytanie: ale po co?

Turysta odpowiedział krótko: wtedy mógłbyś zacząć spędzać czas ze swoją rodziną.

K.

photo: lukaszjakubik.flog.pl

Advertisements

5 uwag do wpisu “Historie, które odmienią Twoje życie.

  1. Genialne te historie! Tą o Ani już gdzieś słyszałam, ale ta pierwsza mnie zauroczyła. Wystarczyła taka drobnostka jak brak maila, żeby zostać milionerem, a gdyby nie to, to pewnie do dziś szarowałby kibelki. Lubię czytać o takich historiach z efektem motyla, gdzie jeden przypadkowy ruch, zmienił wszystko 😉

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s